poniedziałek, 21 października 2013

Chapter 5

Otworzyła oczy, biały sufit i białe ściany. Obok niej stały jakieś maszyny, podłączona była kroplówka. W tle grał mały telewizor, jakaś dziewczyna leżąca obok oglądała mecz siatkówki.
Julie słabo oddychała, wszystko ją bolało. Nikogo przy niej nie było, nikogo. Co się w ogóle stało? Która jest godzina? Ile czasu upłynęło?
Przez około 10 minut słuchała relacji z meczu i odgłosu wszystkich maszyn, do których była odłączona. Nagle ni stąd, ni zowąd stał już przy niej lekarz.
Blondyn o brązowych oczach, lekko ponad 1.80 wzrostu na oko, wyglądał na trochę po 40-tce.
Jakąś lampką poświecił jej po oczach, spojrzał na te wszystkie maszyny, a potem na nią.
-Pamiętasz coś?
Tylko zaprzeczyła ruchem głowy.
-Eh. To może tak.. Ktoś na ciebie napadł, nie ukradł nic, twoje rzeczy są w szafce. Po prostu uderzył cię kilka razy w głowę i zadał sporo ostrych uderzeń  w brzuch..Czy pamiętasz to?
-Szła ulicą..ciemno było i zza rogu ktoś mnie uderzył, potem chyba zemdlałam..
-Jak się nazywasz?
-Julie..
-Nie straciłaś jednak pamięci..-zaczął zapisywać coś w papierach.
-Czy ktoś tu jest?-zapytała z lekką nadzieją.
-Był twój brat, ale pojechał się odświeżyć do domu, bo czuwał tu całą noc. Są teraz jacyś chłopcy.. Zawołać?
Chłopcy? Marcel? Colin? Gdzie rodzice?
-Jeszcze chwila..a rodzice?
Jego głos zrobił się jeszcze bardziej poważniejszy.
-Może twój brat ci powie..Ale to nie teraz.
Serce jakby jej stanęło. Rodzice? Colin może potem powie..O co chodzi..
-Ile tu leżę?-zapytała jak wychodził.
-Jest pani tu 2 dni.
I wyszedł. Została sama z tymi wszystkimi znakami zapytania..W odpowiednim czasie dowie się czegoś, ale czego? Gdzie są rodzice?
Ktoś zapukał do drzwi i nagle pojawił się w nich Marcel.
-Jezu Julie, jak się czujesz? Obudziłaś się, jak dobrze! Boże to przeze mnie, nie odprowadziłem cię, przepraszam! Błagam wybacz mi, musisz mi wybaczyć. Jezu wszyscy w szkole o ciebie pytają, przepraszam!
Zrzucił się do niej jak pies do jedzenia, zaczął ją przytulać i całować po dłoniach. Oszołomiona dopiero po jakimś czasie doszła do głosu.
-Ale to nie twoja wina, Marcel. Kto pyta o mnie w szkole?
-Martwisz się o szkołę? No większość, ale to nieważne. Jak się czujesz?
-Spokojnie. Nie jest źle, chyba-kłamała.-Wiesz co jest z moimi rodzicami?
Nagle skamieniał i patrzył się na nią tępo bez słowa.
-Em..nic takiego przecież.
-Marcel, błagam!
-Nie, nie mogę. Jest tu ktoś jeszcze ze mną, ale nie chcą wejść i wątpię, żebyś chciała ich widzieć..
Serce stanęło jej jakby dostała strzałą. Oczy utknęły w jednym punkcie, pot zaczął spływać po bladym czole.
-Kto..
-Harry i jego kumpel tu są.
Tętno przyspieszyło nagle, po co on tu przyszedł?
-Po co?..-nie zdołała nic innego wymamrotać.-Kiedy wróci Colin?
Otworzyły się drzwi, wszedł Harry, a zaraz za nim blondyn, Niall..tak, Niall. Ustali obok łóżka Julie. Twarze mieli tak jakby zmartwione, oczy zagubione... Ju już nic z tego nie rozumiała. Pobicie, szpital, dziwne zachowanie wszystkich dookoła, o co chodziło?
-Marcel, możesz nas zostawić?-w końcu przerwał ciszę ochrypły głos lokowatego.
-Słuchaj, bo pewnie pójdziesz z tą sprawą do sądu..-kontynuował Niall gdy chłopak wyszedł.
-Nie, wcale-zadrwiła.
-Słuchaj, nie możesz tego zrobić!
-Że co?-nie wierzyła własnym uszom.
-Bo..słuchaj...przepraszamy..
-To byliście wy?!?!?!?!?!
-Po części, niestety tak...-powiedzieli równo.
-Wynoście się!-zaczęła krzyczeć, chociaż przez łzy zaczęło nawet to jedno słowo plątać jej się.
Lekarze nie mogli opanować jej płaczu, dostała tabletki i zasnęła...
Nagle poczuła na swojej dłoni coś zimnego, obudziła się. Colin! Colin był przy niej, ale jakiś nie swoi... Oczy miał jakby zaszklone..od płaczu, jego wyraz twarzy mówił jedno, ból.
-Colin..
-Jestem przy tobie Julie, jestem przy tobie-odpowiedział kochającym głosem, jednak nadal słychać było to COŚ, niepokojące COŚ.
-Rodzice..
Nagle spuścił głowę, zaczął szlochać, po prostu, płakał.
-Co się stało, błagam powiedz mi..
-Julie..oni...mieli wypadek samochodowy, zostaliśmy sami..
Świat nagle się zawalił, zakręciło się jej w głowie, to koniec..
-------------------------------
CHOLERNIE WAS PRZEPRASZAM!
NIE MIAŁAM WGL WENY, CHCIAŁAM SZYBCIEJ NAPISAC, ALE NIE UDAWAŁO MI SIĘ!
I NA DODATEK MAM USZKODZONĄ RĘKĘ, WIĘC DLATEGO KRÓTKI TAKI JAKIŚ
BEZNADZIEJNY, WIEM PRZEPRASZAM
WYBACZYCIE?
DO KOLEJNEGO ROZDZIAŁU <3

czwartek, 29 sierpnia 2013

Chapter 4

Otworzyła oczy, a raczej spróbowała, bo od płakania były sklejone. Zza okna widać było, że pada, miała chociaż wymówkę przed pytaniem "dlaczego masz taki zły humor?". Poszła do toalety, ubrała się w jeansy, koszulkę i niebieski sweter. Nagle z kieszeni jej spodni dobiegł sygnał sms.

Nieznany:
Przychodzisz dziś czy jesteś mięczakiem? Ha ha powodzenia pulpecie! Chociaż się zabawimy. 

Przerażona odskoczyła od telefonu. Do oczu zaczęły napływać łzy.
-Julie bądź silna-powiedziała do siebie.-Nie zrobią nic, nie mogą!
I szybko zeszła na dół gdzie rodzina czekała już przy stole.
-Ile mamy czekać? No już, siadaj-zawołał tata na progu.
-Nie mam ochoty, muszę iść prędzej dziś do szkoły. Pa.
I wyszła. Nie zważając na to, że pada deszcz szła niczym przecinak. Miała nadzieję, że nikogo ze świty nie ma jeszcze w szkole.
W rekordowym czasie dotarła do szkoły. Rozejrzała się, nikogo nie było. Co to oznaczało? Chodu do biblioteki po Marcela!
-Hej, co się stało?-zapytał gdy zobaczył dziewczynę całą zziajaną z oczami zapuchniętymi od łez.
-Oni mi grożą! Skąd oni wzięli mój numer? Marcel, boję się!
-Pokaż to.
Dziewczyna podała mu telefon. Przeczytał, podrapał się po głowie i spojrzał na nią z żalem w oczach, ta się tylko rozpłakała.
-Nie będzie źle. Nie przejmuj się. Przyjdź dziś do mnie po szkole to pogadamy, też pokażę ci co mi wysyłali. Teraz muszę iść, bo daję korki z matematyki. Trzymaj się!-stuknął Ju w ramię.
Wzięła głęboki oddech. W sumie oni do bibliotek nie przyjdą, więc jest tu bezpieczna, a raczej w miarę bezpieczna. Nagle kolejny sms, wystraszona nie wiedziała czy w ogóle otwierać tą wiadomość. W końcu ciekawość wzięła za wygraną:

Kate ♥:
Hejka! Wiem, że miałam dziś przyjść ale wzięła mnie jakaś grypa po ostatnim wypadzie, trzymaj się, eloszka! xx

-Że co?-zatkało ją. 
Kolejny dzień tej męki i to sama? Niekończący się koszmar!
Dzwonek.
Nagle wszyscy jak na pożar zaczęli biec do klas. Na co im się tak spieszyło? To tylko lekcja! Julie zaczęła się przeciskać przez tłumy latających młodziaków. Nagle komuś przypadkowo nadepnęła na nogę.
-Co robisz spasła świnio?-odezwał się jej już dość znany głos.
Odwróciła się jak poparzona. To był Zayn!
-Em ja przepraszam-wybąkała z przerażeniem w oczach.
-Co za nieudacznik? Nowe buty! Jak śmiesz?-wybuchł.
Dziewczyna jak najszybciej rzuciła się w stronę klasy. Co było najgorsze? On miał lekcje w tej sali, a ona siedziała w pierwszej ławce przy drzwiach!
Nagle wszedł do klasy. On i jego świta.
Ju jak tylko mogła skuliła się w swojej ławce.
-Sms doszedł? Widać nie-nagle szepnęła jej do ucha Caroline.
Lekcje upłynęły w miarę szybko, poza wyzwiskami nic takiego się nie działo. Po ostatnim dzwonku z ulgą popędziła do domu. Na blacie leżała kartka.

Nie będzie nas cały dzień, obiad masz w lodówce. Kochamy cię, rodzice


Świetnie, może iść spokojnie do Marcela! Spojrzała na obiad.
-Nie, jesteś za gruba!-krzyknęła ze złością.
Wzięła telefon, zamknęła drzwi na klucz i ruszyła do chłopaka. Droga zajęła jej jakieś 30 minut, ale skoro Marcel miał pomóc nie reagowała nawet na dziwne spojrzenia innych przechodniów.
W końcu dotarła. Musiała przyznać, że nie tego się spodziewała. Jego dom był ogromny i piękny.
Zapukała do drzwi.
Nagle znieruchomiała.
Drzwi otworzył jej...
HARRY
-Y adres się pomyliły?-w końcu się odezwał.
-J-j-a-a-a d-d-d-o M-a-r-c-e-l-a-a-a-wydukała.
-W porządku?-powiedział się krzywiąc.-Żółtodziób u siebie, wejdź-powiedział głosem typu "spierdalaj".
W środku dom był jeszcze piękniejszy niż wydawało się to Julie 5 minut temu.
Jednak to, że w domu jest jeden z tych, którzy ją dręczą nie dało jakoś jej do podziwiania tego bogatego domu za długo.
-Gadzino ktoś do ciebie!-zaczął się drzeć lokowaty. Jednak nikt z góry się nie odezwał.-Kurwa-mruknął i poszedł do salonu.
Ju nie wiedząc co robić stała w miejscu i po woli zaczynała odmawiać każdą modlitwę byle tylko przeżyć. Nagle z salonu dobiegł głos Harrego:
 -Skoro już tu jesteś to może przestań sterczeć w tym korytarzu i chodź tu, kujon pewnie poszedł jeszcze do biblioteki.
-Jak to w bibliotece?!-powiedziała pod nosem.
Drżąc przeszła do salonu. Na kanapie siedział lokowaty i Niall. Nagle chciała zapaść się pod ziemię. Marcel wracaj!
-Czy chcesz zaproszenie czy usiądziesz w końcu?-odezwał się znowu Styles, tym razem jakby trochę łagodniej.
Dziewczyna usiadła jak najdalej mogła. Próbowała skupić się na meczu, ale nadal ta cholerna świadomość kto tu jest nie pozwalała jej. Kontem oka spojrzała w ich stronę. Wyższy chłopak popijał colę i nie zwracał zupełnie na nią uwagi, blondyn za to przyglądał jej się.
Dreszcz przeszedł jej ciało.
Chciała uciekać, ale była cała sparaliżowana.
Nagle drzwi się otworzyły, wszedł Marcel.
-Przepraszam Julie, kolejka długa!
-Julie?-nagle odezwał się zdziwiony lokowaty do blondyna.
-Chodźmy do mnie.
-Ok...
Wchodząc do góry słyszała szepty z salonu.
"to ona?"
"zayn mówił, że jest gruba"
"to my mamy ją.."
"zamknij się!"
"cholera, nie zrobię jej tego"
Serce Julie zaczęło bić jeszcze szybciej...co oni chcieli zrobić?
Marcel pokazał jej listy z groźbami i smsy. Było podobnie.
Cholera, nawet bardzo podobnie.
-Dlaczego on jest u ciebie w domu?-zapytała w końcu.
-On?
-Styles.
-Em to mój brat.
-Co?!
-Nie zauważyłaś, że mamy takie same nazwiska?
-Nie brałam tego pod uwagę.
-No to teraz już wiesz.
-Własny brat cię tak gnębi?
-To przyrodni brat, ojciec miał romans. Gdy jego mama zmarła podczas porodu, urodziłem się też ja. I to z moją mamą jest. On nie może się z tym pogodzić, nienawidzi mnie.
-Co oni chcą mi zrobić?
-Uspokój się, nic ci nie zrobią.
-Nie możesz z nim pogadać?
-Rzuciłby mną o ścianę!
-Ale nie wydawali się teraz aż tacy...
-Właśnie wydawali...
-Ten drugi też taki jest?
-Nie wiem, są w świcie Zayna, to on jest szefem.
-Dzięki, muszę się zbierać.
-Odprowadzić cię?
-Nie musisz, dziękuję Marcel. Cześć.
Wyszła. Przypomniało jej się, że zostawiła w salonie telefon. Przełknęła ślinę i weszła tam. ONI nadal tam byli, patrzyli na nią jakoś dziwnie, z litością?!? Wzięła szybko swoją komórkę i wyszła. nie zdawała sobie sprawy, że jest już tak późno. Szła ulicami zamyślona. Co ją czekało?
Nagle zza muru wskoczyły jakieś trzy postacie. Zanim zaczęła krzyczeć zastawili jej usta. Zaczęli ją kopać, bić. Było ciemno, nie widziała ich twarzy, słyszała tylko śmiechy. Nagle zaczęła tracić przytomność, krew leciała strumieniami, zamknęła oczy, ciemność.
_________________________________
HEJ HEJ TO 4 ROZDZIAŁ!
PRZEPRASZAM, ŻE TAK DŁUGO PO PROSTU NIE MIAŁAM WENY.
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA
MAŁY ZWROT AKCJI
CO SĄDZICIE?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
DO NASTĘPNEGO!
DZIĘKUJĘ ZA MIŁE KOMENTARZE, TO MOTYWUJE ♥






wtorek, 30 lipca 2013

Chapter 3

Budzik zadzwonił 6:15. Wstała z nadzieją na dobry dzień. Zrobiła łóżko, szybka toaleta, ubrała się i akurat do pokoju weszła mama.
-Kochanie, pora na śniadanie.
-Tak mamo już idę.
-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnęła się i wyszła.
Musiała przyznać, że sama sobie się dziś podobała. Lekka zwiewna biała sukienka, włosy związane w kłosa i do tego czarne baleriny. Spryskała ciało swoimi ulubionymi perfumami „The Rose” wzięła torbę i zeszła na dół. Przy stole czekała już mama z tatą i Colinem. Zjedli kanapki, wypili herbatę i każde z nich rozeszło się w swoją stronę. Julie zawoziła dziś do szkoły mama. Lubiła z nią jeździć. Jej obecność sprawiała, że Ju od razu poprawiał się humor, a w tym przypadku nie myślała o tym co może ją czekać w szkole. Wyszła z samochodu, a mama odjechała w stronę szpitalu gdzie pracuje. Ruszyła szkolnym korytarzem. W porównaniu do poprzedniego dnia dało się przejść. Młodzi ganiali na boisku, a starsi włóczyli się w każdą stronę, byle „przeżyć” przerwę między kolejną zamulającą lekcją. Nigdzie Julie nie widziała Kate.
-Może jest z jej nowym chłopakiem-pomyślała ironicznie.
Zdecydowanie zaczęło ją denerwować, że Kate ma każdego. W sumie chciała jej szczęścia, ale to, że bawiła się z każdym ją trochę przerażało. A zwłaszcza w tych sytuacjach gdy zostawiała ją samą na BABSKIM spotkaniu, bo jej chłopak bardzo za nią tęskni i nie mogła mu odmówić, bo go kocha-codzienna wymówka. Jednak zawsze była kochana, była w potrzebie, a reszta mogła zaliczać się do wymysłów panny Ambler.
Wreszcie dzwonek, Kat nadal nie było, dlatego Ju sama musiała pójść to tego „pomieszczenia dla osób wielkich w słowach, a małych w mózgu”. Nauczyciela, tak jak większości uczniów jeszcze nie było.  Nagle dostała smsa:

Kate :
Heja! On jest cudowny! Całą noc tańczyliśmy, nie będzie mnie dziś w budzie, sorry.

Westchnęła ciężko i wyjęła zeszyt. Zaczęła bazgrać po nim wszystko co jej przyszło do głowy. Gdy nagle weszła elita. Zayn, Caroline, Styles, Horan, Tomlinson, Payne, Edwards i Payzer. Zawsze nie mogła rozumieć dlaczego Danielle Payzer jest z tymi dupkami, przecież wydawała się miłą i inteligentną dziewczyną, a oni? Zgraja świrów. Nagle podeszli do ławki Ju.
-Ale się nowa odwaliła-odezwał się Malik patrząc na dziewczynę.
-Niezłego lumpa znalazł nasz pulpecik-dodała ironicznie Caroline i cała reszta zaczęła się śmiać.
-No pulpecie nieźle wyglądasz.
-Pulpecie!
-A może raczej pulpecjo!-rzucił ten w lokach i wszyscy wybuchli jeszcze głośniejszym śmiechem.
Wyzwiska sypałyby się dalej gdyby do klasy nie wkroczyła pani Hudson, która od razu zaczęła lekcję języka angielskiego.
-No to zaczynam pytać-powiedziała po czym zajrzała do dziennika.-Ambler do tablicy.
-Świetnie-szepnęła do siebie wstając z ławki.
W drodze do tablicy i gdy już tam była po klasie chodziły szepty. Julie nie rozumiała do końca każdego słowa ale słyszała takie jak „pulpet” i „pulpecja”. Okazało się jednak, że chociaż z poprzedniej lekcji nie wiele pamiętała, bo bujała w obłokach to i tak odpowiedziała na każde pytanie prawidłowo. Pani Hudson była zdziwiona jej wiedzy widząc ją na poprzedniej lekcji. Jednak z jej oczu Ju widziała coś dziwnego…czuła, że chce rozmowy właśnie z nią. Ale zaraz w myślach waliła się młotkiem w głowę, przecież to nauczyciel!
-Oto pierwsza piątka, którą stawiam z dobrą miną, gratuluję panno Ambler.
Julie po części była z siebie dumna, a po części zdziwiona swojej wiedzy gdy nagle z transu obudziły ją słowa, już nie szepty innych.
-No gratulacje pulpecie.
-Pulpecja nowy kujon się znalazł haha!
-Kolejne dziwadło do kolekcji, popatrzcie.
-Ej powiedz mi z jakiego lumpa wzięłaś tą kieckę, chociaż nie…bo pewnie są tylko rozmiary XXL-i śmiechy.
Nauczycielka spojrzała na Julie, a ta spuściła wzrok i szybko poszła do ławki. Nachyliła się nad książką, żeby ukryć łzy i do końca lekcji się nie odzywała.
W końcu dzwonek. Chciała tylko się spakować i uciec do łazienki aby się ukryć przed wszystkimi. Jednak jej plan się nie powiódł, bowiem przyszedł do niej Marcel.
-Cześć Julie-powiedział.-Gratuluję ci piątki-uścisnął jej dłoń.
-Dzięki-nieśmiało odpowiedziała.
-Słyszałem te wyzwiska-tu jego ton się zmienił.-Wiem, że to trudne. Musisz pokazać im, że jesteś silna. Sam przez to przechodziłem, ale może odpuszczą ci jutro, bo im się znudzi. Jakby co to jestem do usług.
-Em dzięki. Mam nadzieję, że dadzą mi spokój, bo to drugi dzień,  już mam dość…
-A gdzie Kate?
-Em…chora jest.
-Życz jej ode mnie zdrowia! Mogę jej dać odpisać lekcje!
-Nie! To znaczy…ja jej daję lekcje…
-Aha no dobra. Jest dla ciebie wsparciem?
Nagle Julie naszła ochota na wygadanie się.
-W sumie…nie wiem…-powiedziała cicho.
-Spokojna głowa, pomogę ci przez to przejść.
-Naprawdę?-powiedziała zdziwiona.
-No tak, trzeba sobie pomagać przecież. Z tego co widzę jesteś miła i inteligenta. Jesteś ładna, więc ta dziunia tylko ci zazdrości.
-Dziękuję-zarumieniła się.
I nagle dzwonek. Na w-fie były biegi na długi dystans. Julie nigdy nie lubiła tego, tak jak i przedmiotu, ale czasem jej się coś udawało.
-Gotowe? Start!-wykrzyknął pan Drouh i rozpoczął się bieg.
Bieg trwał krócej niż się mogło wydawać Ju. Przybiegła druga, tuż po Alice Andrews-najszybszej dziewczyny ze szkoły.  Wszyscy byli w szoku, tak samo jak i ona.  Jak to mogło się stać? Przecież nie robi nic, żeby ćwiczyć bieganie. W-f był ostatnią lekcją dlatego po dzwonku Julie szybko popędziła do szatni, żeby potem jak najszybciej unikając elity dotrzeć do domu. Niestety nie udało się.
-O jaki to pączach szybki jest!-zawołała Perrie wychodząc zza rogu z resztą elity.
-Jak biegłaś tylko sadło ci odskakiwało!-dodał rozbawiony Malik.
Z łzami w oczach próbowała ich wyminąć ale wtedy Caroline złapała ją za sukienkę i przyciągnęła do szafki.
-Wyglądasz jakbyś się ubierała w najgorszym lumpie w mieście-krzyknęła i  pociągnęła sukienkę tak, że zrobiła się dziura w rękawie.-Ta torba wygląda jak wyjęta z dupy-wyrwała jej torbę i wysypała wszystko.-O proszę-sięgnęła po okulary.-Nasz pączuch jest ślepy!-Zaśmiała się i rzuciła okularami o ścianę.
Julie zaczęła płakać i zjechała w dół po szafce gdy blondynka ją puściła. Elita odeszła rozbawiona tylko na chwilę zostali i patrzyli na nią Louis i Niall o ile dobrze pamiętała ich imiona. Patrzyli. Szatyn zaczął zbierać rzeczy do torby, a blondyn podniósł ją i otarł jej łzy.
-Ała-krzyknęła gdy ten ją podnosił i złapała się za ramie.
No tak, było zadrapanie, z którego lała się krew od „pazurów” dziuni.
-Przepraszam, może chodź do pielęgniarki.
-Nie!
-Proszę, twoja torba, ale okularów nie da się uratować…-podszedł Louis podając torbę.
-Dziękuję-wyszeptała i pobiegła do wyjścia.
Płakała, tak jak nigdy. Czuła się okropnie, miała dość wszystkiego. Oczywiście! Nikt po nią nie przyjechał. Założyła torbę przez ramię i pobiegła. Biegła jeszcze szybciej niż na w-fie. Zmęczona rzuciła się na łóżko. Nie było nikogo w domu. Chciała nie istnieć. Odpaliła twittera z nadzieją na pocieszenie. I właśnie los sprawił, że w tym samym czasie to samo konto co poprzedniego dnia napisało.
@69irishboy:hej, co u ciebie?
@jdoncesterx:siema, jest do bani…a co u ciebie?
@69irishboy:co się stało? U mnie może być
@jdoncesterx:mam dość wszystkiego, nabijają się ze mnie, chcę stąd zniknąć
@69irishboy:co? dlaczego?!
@jdocesterx:nic im nie zrobiłam, po prostu co roku mają inną ofiarę, a ten rok padł na mnie tylko, że ja nie mam sił…dziś podarli mi ubranie, moje rzeczy są w szczątkach
@69irishboy:powiedziałaś o tym komuś?
@jdoncesterx:nie, mam pewną osobę, z którą mogę pogadać…jedyna mnie rozumie, mam dość tych wrednych ludzi! są straszni, nic im nie zrobiłam, a co mam? wyśmiewają się, wyzywają, niszczą wszystko co mam
@69irishboy:to rzeczywiście straszne hm…chciałbym ci pomóc, skąd jesteś?
Chciałabym-czyli to musiał być chłopak. Julie była trochę zdziwiona, bo jedynym przyjaznym dla niej chłopakiem był Marcel i jej brat. Chociaż mogło to się skończyć tylko pisaniem przez Internet, bo na twitterze większość mieszka daleko od siebie.
@jdoncesterx:mieszkam w Doncester
@69irishboy:naprawdę? :o ja tak samo!
@jdoncsesterx:wow :o no to się nieźle złożyło
@69irishboy:możemy się spotkać?
@jdoncesterx:em jeśli chcesz…kiedy?
@69irishboy:w sobotę? o 15 w parku?
@jdoncesterx:ok, kończę bye
@69irishboy:ok, siema
Julie nie miała ochoty na nic, chociaż prawdę mówiąc rozmowa ją trochę uspokoiła. Nie chciała nic jeść, nie chciała nic robić dlatego odrobiła szybko lekcje i nie zważając na to, że była godzina 17.15 poszła spać. Kolejny dzień męki czekał ją już za parę godzin…a może nie pójdzie do szkoły? Może poudaje chorą? Chciałaby zapaść się pod ziemię, szkoda, że to nierealne. Może wytrzyma jakoś tydzień, a co do spotkania z nieznajomym była bardzo ciekawa…
________________________

OTO 3 ROZDZIAŁ
CO SĄDZICIE?
MUSZE WAM POWIEDZIEĆ, ŻE ZAWIODŁAM SIĘ NA WAS
INFORMUJĘ 18 OSÓB! A KOMENTARZY JEST 9? 
TO TROCHĘ SMUTNE
ROZDZIAŁ DODAŁAM TAK PÓŹNO, BO LICZYŁAM NA WIĘCEJ Z WASZEJ STRONY, ALE NAJWIDOCZNIEJ SIĘ MYLIŁAM :C
PROSZĘ POPRAWCIE SIĘ CHOĆ TROCHĘ
+
WIELU LUDZI PYTA MNIE CZY TO MOJE OPOWIADANIE, WIĘC DLA JASNOŚCI:
NIE TŁUMACZĘ TEGO, TO OPOWIADANIE JEST MOJE! PISZĘ JE NA PRZEŻYCIACH W 1/4 MOICH I NA PEWNO NIE JEDNEGO Z WAS
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
DO ZOBACZENIA ♥

niedziela, 21 lipca 2013

Chapter 2

Ostatni dzwonek, w końcu można wyjść z tych grubych murów. Kate wyszła razem z Alvinem, dlatego Julie była teraz sama. Wyszła przed budynek szkoły, no tak, Colina jeszcze nie było. Postanowiła poczekać na ławce w pobliskim parku. Wędrowała właśnie jedną ze ścieżek prowadzących właśnie do tego parku gdy została szarpnięta i przyciągnięta do drzewa. Nie mogła krzyczeć, ponieważ jej usta były zasłonięte czyjąś dłonią. Gdy w końcu zobaczyła sprawcę okazało się, że to nikt inny jak Caroline. Dziewczyna pociągnęła ją za włosy i przemówiła:
-Słuchaj pokrako nie masz zbliżać się do Zayna! Nie waż się go nawet dotknąć! Jeśli nie będziesz się tego trzymać ostrzegam, że skończysz w szpitalu, ale hmm ciekawe czy taką grubą Świnę tam przyjmą-zaśmiała się.-Zapamiętaj to sobie, a i jeszcze coś nawet nie waż się o tym nikomu mówić, bo źle na tym wyjdziesz, ale tylko ostrzegam. Nara pulpecie.
Puściła ją, wsiadła do swojego auta i odjechała. Julie wstrząśnięta usiadła na ławkę. Co miała zrobić? Do czego zdolna była Caroline? Przemyślenia przerwał jej klakson samochodu, w końcu Colin przyjechał. Sama nie mogła zrozumieć tego, że czasami woli wygadać się bratu niż swojej przyjaciółce. Czasami zamykała się w pokoju, odpalała laptopa i godzinami zwierzała się na twitterze, to było jej wyładowanie emocji. Jechali w ciszy, to znaczy cisza była dla Julie, ponieważ cały czas myślała o tej ,rozmowie, z przed chwili z Caroline, a Colin nawijał o swoim dniu, ale to była normalka, jak to on. 
Po 20 minutach dojechali. Col udał się czyścić jak on to nazywał jego skarb-samochód,a  Julie jak najszybciej pobiegła do swojego pokoju. Rzuciła plecak w kąt, sama zaś rzuciła się na łóżko. Czy to możliwe? Tyle wydarzeń w ciągu jednego dnia? Czy pierwszy września dla każdego zawsze był taki pechowy? Co ona miała zrobić? Przecież nie mogła powiedzieć o tym nikomu…a może to minie? Z wielką nadzieją odpaliła twittera. Nic nie działo się ciekawego, oczywiście poza kolejną dramą gdy nagle napisał do niej ktoś z konta @69irishboy.
@69irishboy:hi! follow back?
@jdoncasterx:hej, ok. done
@69irishboy:co u ciebie?
@jdoncasterx:w miarę, a u ciebie?
@69irishboy:dziwnie jakoś, ale daję radę
@jdoncasterx:dlaczego dziwnie?
@69irishboy:wpadłem dziś na taką dziewczynę, chciałbym ją poznać, ale wstydzę się zagadać, a poza wszyscy mówią, żebym się nie zadawał z takim kimś
@jdoncasterx:bądź sobą, nie podlegaj innym, może to trudne, ale trzeba stawić im czoło
@69irishboy:nie wiesz jak to jest…
Wiedziała doskonale, przecież sama przeżyła w jeden dzień tyle, chciała napisać, ale nagle usłyszała krzyk z dołu:
-Julie obiad!
Z jej mamą nie było żartów. To rodzina idealna, wszystko musiało być jak w zegarku dlatego Ju nie pozostało nic innego jak pożegnać się i popędzić do stołu.
@jdoncasterx:muszę iść, trzymaj się
@69irishboy:może spieszmy się jeszcze?
@jdoncasterx:pewnie,siema
@69irishboy:miłego dnia, cześć
To było trochę dziwne, zaledwie 10 minut rozmowy, a czuła, że ten ktoś może być jej bliski. Nagle dostała smsa:

Kate :
Hej! Za godzinę w parku? Weź deskę to pojeździmy.


W sumie deska to jedyne rozwiązanie, przy którym nie myślała o problemach, dlatego zgodziła się.
Po obiedzie szybko ubrała legginsy i t–shirt, wzięła telefon i deskę i popędziła do parku.
-Siema laska, ile można czekać?-krzyknęła już z daleka Kate.
-Spóźniłam się 2 minuty, wiesz jak z moją mamą, oczywiście sprawdzanie.
-Dobra wyluzuj. Caroline dziś mnie przed tobą ostrzegała-skrzywiła się.-Nie wiem o co chodzi tej dziewczynie. Jakby miała mało. Bogata, ma tych swoich przyjaciół-zrobiła nawias w powietrzu.-A ciebie się czepia, a w ogóle cię przecież nie zna!
-W tym roku to chyba ja padłam jej ofiarą…
-Juu wyluzuj. Czego ona może się ciebie czepiać? Jesteś miła i kochana, a ona, żmija tylko może pozazdrościć.
-Dzięki-sztucznie się uśmiechnęła.
-Ej wiesz, bo ma przyjść Alvin. Mówiłam mu, że nie ale stwierdził, że już się za mną stęsknił, więc wiesz, nie mogłam odmówić.
-Jasne…
-Julie nie wierzysz mi?
-Wierzę, wierzę przecież.
-O właśnie idzie!-pomachała mu.-Będę z nim jeździć, a ty tutaj gdzieś będziesz ok.?
-Ok, leć.
I znowu została sama. Zamiast się odprężyć znowu zaczęła myśleć o tym wszystkim. Jeżdżąc już jakąś godzinę nagle zauważyła jakiś dwóch chłopaków. Pamiętała ich skądś. Tak, to Harry, ten ze świty najpopularniejszego w szkole Malika i ten drugi też z tej sławnej elity, Niall. Właśnie przypomniała sobie dzisiejsze zderzenie. Chociaż to była dziwna sytuacja nie przeszkadzało jej, że to właśnie on nabił jej guza za głowie. Nie kontrolując się pojechała w ich stronę.
Przejeżdżała właśnie obok nich gdy blondyn się odezwał:
-O, cześć-uśmiechnął się.
-Hej-powiedziała cicho.
I przypomniała sobie, że przez to całe zamieszanie nie przedstawiła się mu prędzej. Miała zamiar właśnie to zrobić gdy lokowaty się odezwał:
-Stary daj spokój, nie poniżaj się-klepnął go w ramię i pokazał, że ma iść.
-Harry…-nie zdążył dokończyć, tylko biednym wzrokiem spojrzał na Julie i odszedł z Harrym, który popychał go i szedł zwycięskim krokiem.
Julie nie zostało nic innego jak ruszyć do domu. Nie chciała przeszkadzać nawet Keviną chodzącym po chodniku. Prosto gdy wróciła odrobiła lekcje, zjadła kolację, wzięła prysznic i udała się do łóżka. Długo myślała i doszła do wniosku, że oni muszą dać jej spokój jutro, przecież nic nie będzie im robić. Jest spokojna i nie wadzi nikomu, więc nie powinni nawet się z niej zaśmiać…znaczy miała taką nadzieję…
_____________________________________
OTO 2 ROZDZIAŁ
CO SĄDZICIE?
PROSZĘ O SZCZERE OPINIE!
JEŚLI CHCESZ BYŚ INFORMOWANY/A O ROZDZIAŁACH TO NAPISZ, A JA Z PRZYJEMNOŚCIĄ TO ZROBIĘ
OSTATNIO ZAUWAŻYŁAM, ŻE KTOŚ ZAPYTAŁ O WYGLĄD BOHATERÓW...MYŚLAŁAM, ŻE TO NIE BĘDZIE KONIECZNE ALE MOGĘ ZROBIĆ, CO WY NA TO? JEŚLI TAK TO NAPISZ W KOMENTARZU
CZYTASZ=KOMENTUJESZ 
DO ZOBACZENIA ♥

sobota, 20 lipca 2013

Chapter 1

Pierwszy dzień szkoły, pierwszy dzwonek, początek. Tłum ludzi sprawił, że Julie nie mogła odnaleźć swojej przyjaciółki. Z nadzieją, że jest już w klasie pomaszerowała tam. Przepychając się przez tych wszystkich ludzi stwierdziła od razu, że w tym roku liczba uczniów wzrosła i to nie mało.  Od 13-latków do 18-latków, tak trzeba przyznać, że trudno było się połapać w tym wszystkim. W tamtym roku jak i poprzednich Julie była nieśmiała, znała tylko Kate i pamiętała może z 5 imion z jej klasy, która liczyła ok.30 uczniów. W tym roku zaś chciała pokazać, że również istnieje, chciała zdobyć nowych przyjaciół i chłopaka, o którym śniła praktycznie każdej nocy. W jej przypadku nie myślenie o znalezieniu miłości było by dziwne, ponieważ jej przyjaciółka była ikoną towarzystwa. Ciągle jacyś znajomi ją gdzieś zapraszali, chłopcy nie opuszczali z jej wzroku, a ona, Julie siedziała głównie w domu na twitterze i tylko od czasu do czasu dała namówić się na wyjście z Kate, którą znowu otaczali wszędzie chłopcy, więc Julie czuła się głupio. Wchodziła właśnie do klasy gdy nagle za plecami usłyszała jakieś szepty…
-Widzisz jaka gruba?
-Ciekawe czy zmieści się w drzwiach, hi hi.
-Ej ciekawe czy zmieści się w ławce…
Fakt, Julie nigdy nie była szkieletem, była przy sobie, ale w pierwszym momencie pomyślała, że to nie do niej i poszła dalej. W końcu usiadła w ławce. Niestety Kate nadal nie było, zajęła więc jej miejsce i czekała. Nagle do klasy weszła Caroline ze swoją świtą. Caroline, była to wredna, samolubna, zapatrzona w siebie klasowa szpanerka. Zawsze czepiała się każdego, w tamtym roku jej ofiarą był Marcel, klasowy kujon i dziwoląg. Kto będzie nią w tym roku?
Dumna z siebie Caroline usiadła w ostatniej ławce ze swoją psiapsiółą. Caroline miała się czym chwalić., chodziła z największym 
ciachem w szkole, Zaynie Maliku. Trzeba przyznać, że każdej dziewczynie się podobał. Wyjątkiem nie była również Julie. Zawsze zastanawiało ją jak może taki fajny chłopak chodzić z taką dziewczyną, ale odpowiedzi nie znalazła. Miał on 17 lat, tak jak reszta jego ekipy, której nie znała. Go w sumie też nie znała, bo była bardzo nie śmiała, ale zauroczona była po uszy. Julie nie widząc żadnego innego miejsca usiadła w pierwszej ławce. Czekając na Kate znowu usłyszała coś za plecami…
-Widzisz tą grubą w pierwszej ławce?
-Ale wielka dupa!
I nagle dostała jakąś kartką w plecy. Podniosła ją, a napisane na niej było:

Przed tobą ciężki rok, jakim cudem zmieściłaś się w drzwiach? Xox klasa

Szybko zgniotła kartkę i schowała do plecaka. Słyszała w całej klasie śmiechy, wiedziała, że zaczyna się piekło. Słuchała ich jeszcze jakieś 5 minut gdy wreszcie przybyła Kate.
-Gdzie tyle byłaś?-zapytała.
-Szukałam cię wszędzie, a poza Alvin zaprosił mnie na randkę dziś u niego. Dlaczego masz taką minę?
Julie podała kartkę przyjaciółce, a zza pleców znowu usłyszała:
-Ojejku, pulpecik skarży się przyjaciółeczce, a może do wychowawcy pójdzie? Bójmy się!-Caroline zaczęła się śmiać.
Kate wyrzuciła kartkę do śmietnika, zjechała wzrokiem resztę śmiejących się i dodała:
-Nie przejmuj się, to banda kretynów i tyle.
W myślach Julie powiedziała:Nie przejmuj się! Łatwo mówić, ale nie uczynić.
Wtedy przyszedł nauczyciel i lekcja się rozpoczęła.
Dzwonek. Znowu tłum ludzi wszędzie, nie dało się przejść. Na dodatek Ju słyszała cały czas śmiechy za swoimi plecami. Chciała, żeby to wszystko się skończyło, ale to dopiero był początek roku szkolnego, więc musiała być silna. W rozmyślaniu nie zauważyła, że idzie wprost na zaczytanego w czymś chłopaka…5 sekund potem doszło do zderzenia. Cudem nie podeptano ich przez tych ,pędzących w stronę nauki, ludzi. Chłopak wstał pierwszy i od razu rzucił się na pomoc Julie.
-Strasznie cię przepraszam-powiedziała od razu gdy wstała.
-Mam nauczkę, żeby nie czytać w ruchu, a zwłaszcza tutaj-zaśmiał się i spojrzał na dziewczynę.
Miał niebieskie tęczówki, blond włosy, widać, że malowane, bo odrosty rzucały się w oczy, aparat zdobił jego słodki uśmiech,a  cały był oblany lekkim rumieńcem.
-Jestem Niall-podał rękę z uśmiechem na twarzy.
-J…
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo nagle do chłopaka podeszła cała reszta, banda, w której nie mogąc uwierzyć Ju był sam Zayn! Stała oszołomiona. Nie zauważyła nawet, że stoi na środku korytarza, i że reszta przygląda się temu wydarzeniu. Nagle podeszła Caroline.
-Kochanie co ty tutaj robisz?-zapytała całując Malika.
-Niall zaplątał się gdzieś jak zwykle.
I wtedy wzrok Caroline przeniósł się na Julie.
-Z kim ty się zadajesz? Byś się ogarnął, a nie zadajesz się z tym tłuściochem! Nie zasłużyła nawet na ,cześć, z twojej strony-zbulwersowała się.
-Kochanie spokojnie-uspokoił ją mulat.-Serio Niall ogarnij dupę i nie marnuj na to coś czasu, chodź-machnął ręką.
Julie stała zamurowana, nazwano ją ,tym czymś, i ,tłuściochem,? Blondyn spojrzał na nią, lekko się uśmiechnął i odszedł ze zgrają do stołówki, a ona dalej jak słup stała na środku popychana przez przechodniów i wyśmiewana przez klasową elitę...
___________________________

OTO 1 ROZDZIAŁ
CO SĄDZICIE?
PROSZĘ O SZCZERE OPINIE!
JEŚLI CHCESZ BYĆ INFORMOWANY/A O ROZDZIAŁACH TO NAPISZ, JA Z CHĘCIĄ TO ZROBIĘ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
DO ZOBACZENIA ♥



piątek, 19 lipca 2013

Prologue

Zwykła dziewczyna pochodząca z Doncaster. Pochodząca z dobrej rodziny, ojciec biznesmen, matka lekarz, 19-letni brat Colin studiujący prawo i ona... 15-letnia Julie Ambler nastolatka ucząca się dobrze, ale mająca wiele problemów. Jedyna przyjaciółka Kate More pomaga jej przetrwać naśmiewanie się, przezwiska i wiele innych trudności Julie...ale na ile jej pomoc się zda? Do czego może posunąć się zdesperowana nastolatka? Jej problemy zadziwią każdego, przecież skoro pochodzi się z dobrej rodziny i ma się przyjaciółkę musi być dobrze! Jednak sprawy od strony serca Ju wyglądają całkiem inaczej... Wpadnięcie w nałogi to ciężka sprawa, a zaplątanie się w miłość jeszcze gorsza...czy ona sobie z tym poradzi? Czy chłopak, który zawróci w jej głowie i sercu zdoła zapobiec prawdziwemu nieszczęściu? Czy będzie za późno? Jej imię oznacza piękny kwiat, ale jedno pytanie. Rozwinie się czy zwiędnie? Oto historia Julie...