wtorek, 30 lipca 2013

Chapter 3

Budzik zadzwonił 6:15. Wstała z nadzieją na dobry dzień. Zrobiła łóżko, szybka toaleta, ubrała się i akurat do pokoju weszła mama.
-Kochanie, pora na śniadanie.
-Tak mamo już idę.
-Ślicznie wyglądasz-uśmiechnęła się i wyszła.
Musiała przyznać, że sama sobie się dziś podobała. Lekka zwiewna biała sukienka, włosy związane w kłosa i do tego czarne baleriny. Spryskała ciało swoimi ulubionymi perfumami „The Rose” wzięła torbę i zeszła na dół. Przy stole czekała już mama z tatą i Colinem. Zjedli kanapki, wypili herbatę i każde z nich rozeszło się w swoją stronę. Julie zawoziła dziś do szkoły mama. Lubiła z nią jeździć. Jej obecność sprawiała, że Ju od razu poprawiał się humor, a w tym przypadku nie myślała o tym co może ją czekać w szkole. Wyszła z samochodu, a mama odjechała w stronę szpitalu gdzie pracuje. Ruszyła szkolnym korytarzem. W porównaniu do poprzedniego dnia dało się przejść. Młodzi ganiali na boisku, a starsi włóczyli się w każdą stronę, byle „przeżyć” przerwę między kolejną zamulającą lekcją. Nigdzie Julie nie widziała Kate.
-Może jest z jej nowym chłopakiem-pomyślała ironicznie.
Zdecydowanie zaczęło ją denerwować, że Kate ma każdego. W sumie chciała jej szczęścia, ale to, że bawiła się z każdym ją trochę przerażało. A zwłaszcza w tych sytuacjach gdy zostawiała ją samą na BABSKIM spotkaniu, bo jej chłopak bardzo za nią tęskni i nie mogła mu odmówić, bo go kocha-codzienna wymówka. Jednak zawsze była kochana, była w potrzebie, a reszta mogła zaliczać się do wymysłów panny Ambler.
Wreszcie dzwonek, Kat nadal nie było, dlatego Ju sama musiała pójść to tego „pomieszczenia dla osób wielkich w słowach, a małych w mózgu”. Nauczyciela, tak jak większości uczniów jeszcze nie było.  Nagle dostała smsa:

Kate :
Heja! On jest cudowny! Całą noc tańczyliśmy, nie będzie mnie dziś w budzie, sorry.

Westchnęła ciężko i wyjęła zeszyt. Zaczęła bazgrać po nim wszystko co jej przyszło do głowy. Gdy nagle weszła elita. Zayn, Caroline, Styles, Horan, Tomlinson, Payne, Edwards i Payzer. Zawsze nie mogła rozumieć dlaczego Danielle Payzer jest z tymi dupkami, przecież wydawała się miłą i inteligentną dziewczyną, a oni? Zgraja świrów. Nagle podeszli do ławki Ju.
-Ale się nowa odwaliła-odezwał się Malik patrząc na dziewczynę.
-Niezłego lumpa znalazł nasz pulpecik-dodała ironicznie Caroline i cała reszta zaczęła się śmiać.
-No pulpecie nieźle wyglądasz.
-Pulpecie!
-A może raczej pulpecjo!-rzucił ten w lokach i wszyscy wybuchli jeszcze głośniejszym śmiechem.
Wyzwiska sypałyby się dalej gdyby do klasy nie wkroczyła pani Hudson, która od razu zaczęła lekcję języka angielskiego.
-No to zaczynam pytać-powiedziała po czym zajrzała do dziennika.-Ambler do tablicy.
-Świetnie-szepnęła do siebie wstając z ławki.
W drodze do tablicy i gdy już tam była po klasie chodziły szepty. Julie nie rozumiała do końca każdego słowa ale słyszała takie jak „pulpet” i „pulpecja”. Okazało się jednak, że chociaż z poprzedniej lekcji nie wiele pamiętała, bo bujała w obłokach to i tak odpowiedziała na każde pytanie prawidłowo. Pani Hudson była zdziwiona jej wiedzy widząc ją na poprzedniej lekcji. Jednak z jej oczu Ju widziała coś dziwnego…czuła, że chce rozmowy właśnie z nią. Ale zaraz w myślach waliła się młotkiem w głowę, przecież to nauczyciel!
-Oto pierwsza piątka, którą stawiam z dobrą miną, gratuluję panno Ambler.
Julie po części była z siebie dumna, a po części zdziwiona swojej wiedzy gdy nagle z transu obudziły ją słowa, już nie szepty innych.
-No gratulacje pulpecie.
-Pulpecja nowy kujon się znalazł haha!
-Kolejne dziwadło do kolekcji, popatrzcie.
-Ej powiedz mi z jakiego lumpa wzięłaś tą kieckę, chociaż nie…bo pewnie są tylko rozmiary XXL-i śmiechy.
Nauczycielka spojrzała na Julie, a ta spuściła wzrok i szybko poszła do ławki. Nachyliła się nad książką, żeby ukryć łzy i do końca lekcji się nie odzywała.
W końcu dzwonek. Chciała tylko się spakować i uciec do łazienki aby się ukryć przed wszystkimi. Jednak jej plan się nie powiódł, bowiem przyszedł do niej Marcel.
-Cześć Julie-powiedział.-Gratuluję ci piątki-uścisnął jej dłoń.
-Dzięki-nieśmiało odpowiedziała.
-Słyszałem te wyzwiska-tu jego ton się zmienił.-Wiem, że to trudne. Musisz pokazać im, że jesteś silna. Sam przez to przechodziłem, ale może odpuszczą ci jutro, bo im się znudzi. Jakby co to jestem do usług.
-Em dzięki. Mam nadzieję, że dadzą mi spokój, bo to drugi dzień,  już mam dość…
-A gdzie Kate?
-Em…chora jest.
-Życz jej ode mnie zdrowia! Mogę jej dać odpisać lekcje!
-Nie! To znaczy…ja jej daję lekcje…
-Aha no dobra. Jest dla ciebie wsparciem?
Nagle Julie naszła ochota na wygadanie się.
-W sumie…nie wiem…-powiedziała cicho.
-Spokojna głowa, pomogę ci przez to przejść.
-Naprawdę?-powiedziała zdziwiona.
-No tak, trzeba sobie pomagać przecież. Z tego co widzę jesteś miła i inteligenta. Jesteś ładna, więc ta dziunia tylko ci zazdrości.
-Dziękuję-zarumieniła się.
I nagle dzwonek. Na w-fie były biegi na długi dystans. Julie nigdy nie lubiła tego, tak jak i przedmiotu, ale czasem jej się coś udawało.
-Gotowe? Start!-wykrzyknął pan Drouh i rozpoczął się bieg.
Bieg trwał krócej niż się mogło wydawać Ju. Przybiegła druga, tuż po Alice Andrews-najszybszej dziewczyny ze szkoły.  Wszyscy byli w szoku, tak samo jak i ona.  Jak to mogło się stać? Przecież nie robi nic, żeby ćwiczyć bieganie. W-f był ostatnią lekcją dlatego po dzwonku Julie szybko popędziła do szatni, żeby potem jak najszybciej unikając elity dotrzeć do domu. Niestety nie udało się.
-O jaki to pączach szybki jest!-zawołała Perrie wychodząc zza rogu z resztą elity.
-Jak biegłaś tylko sadło ci odskakiwało!-dodał rozbawiony Malik.
Z łzami w oczach próbowała ich wyminąć ale wtedy Caroline złapała ją za sukienkę i przyciągnęła do szafki.
-Wyglądasz jakbyś się ubierała w najgorszym lumpie w mieście-krzyknęła i  pociągnęła sukienkę tak, że zrobiła się dziura w rękawie.-Ta torba wygląda jak wyjęta z dupy-wyrwała jej torbę i wysypała wszystko.-O proszę-sięgnęła po okulary.-Nasz pączuch jest ślepy!-Zaśmiała się i rzuciła okularami o ścianę.
Julie zaczęła płakać i zjechała w dół po szafce gdy blondynka ją puściła. Elita odeszła rozbawiona tylko na chwilę zostali i patrzyli na nią Louis i Niall o ile dobrze pamiętała ich imiona. Patrzyli. Szatyn zaczął zbierać rzeczy do torby, a blondyn podniósł ją i otarł jej łzy.
-Ała-krzyknęła gdy ten ją podnosił i złapała się za ramie.
No tak, było zadrapanie, z którego lała się krew od „pazurów” dziuni.
-Przepraszam, może chodź do pielęgniarki.
-Nie!
-Proszę, twoja torba, ale okularów nie da się uratować…-podszedł Louis podając torbę.
-Dziękuję-wyszeptała i pobiegła do wyjścia.
Płakała, tak jak nigdy. Czuła się okropnie, miała dość wszystkiego. Oczywiście! Nikt po nią nie przyjechał. Założyła torbę przez ramię i pobiegła. Biegła jeszcze szybciej niż na w-fie. Zmęczona rzuciła się na łóżko. Nie było nikogo w domu. Chciała nie istnieć. Odpaliła twittera z nadzieją na pocieszenie. I właśnie los sprawił, że w tym samym czasie to samo konto co poprzedniego dnia napisało.
@69irishboy:hej, co u ciebie?
@jdoncesterx:siema, jest do bani…a co u ciebie?
@69irishboy:co się stało? U mnie może być
@jdoncesterx:mam dość wszystkiego, nabijają się ze mnie, chcę stąd zniknąć
@69irishboy:co? dlaczego?!
@jdocesterx:nic im nie zrobiłam, po prostu co roku mają inną ofiarę, a ten rok padł na mnie tylko, że ja nie mam sił…dziś podarli mi ubranie, moje rzeczy są w szczątkach
@69irishboy:powiedziałaś o tym komuś?
@jdoncesterx:nie, mam pewną osobę, z którą mogę pogadać…jedyna mnie rozumie, mam dość tych wrednych ludzi! są straszni, nic im nie zrobiłam, a co mam? wyśmiewają się, wyzywają, niszczą wszystko co mam
@69irishboy:to rzeczywiście straszne hm…chciałbym ci pomóc, skąd jesteś?
Chciałabym-czyli to musiał być chłopak. Julie była trochę zdziwiona, bo jedynym przyjaznym dla niej chłopakiem był Marcel i jej brat. Chociaż mogło to się skończyć tylko pisaniem przez Internet, bo na twitterze większość mieszka daleko od siebie.
@jdoncesterx:mieszkam w Doncester
@69irishboy:naprawdę? :o ja tak samo!
@jdoncsesterx:wow :o no to się nieźle złożyło
@69irishboy:możemy się spotkać?
@jdoncesterx:em jeśli chcesz…kiedy?
@69irishboy:w sobotę? o 15 w parku?
@jdoncesterx:ok, kończę bye
@69irishboy:ok, siema
Julie nie miała ochoty na nic, chociaż prawdę mówiąc rozmowa ją trochę uspokoiła. Nie chciała nic jeść, nie chciała nic robić dlatego odrobiła szybko lekcje i nie zważając na to, że była godzina 17.15 poszła spać. Kolejny dzień męki czekał ją już za parę godzin…a może nie pójdzie do szkoły? Może poudaje chorą? Chciałaby zapaść się pod ziemię, szkoda, że to nierealne. Może wytrzyma jakoś tydzień, a co do spotkania z nieznajomym była bardzo ciekawa…
________________________

OTO 3 ROZDZIAŁ
CO SĄDZICIE?
MUSZE WAM POWIEDZIEĆ, ŻE ZAWIODŁAM SIĘ NA WAS
INFORMUJĘ 18 OSÓB! A KOMENTARZY JEST 9? 
TO TROCHĘ SMUTNE
ROZDZIAŁ DODAŁAM TAK PÓŹNO, BO LICZYŁAM NA WIĘCEJ Z WASZEJ STRONY, ALE NAJWIDOCZNIEJ SIĘ MYLIŁAM :C
PROSZĘ POPRAWCIE SIĘ CHOĆ TROCHĘ
+
WIELU LUDZI PYTA MNIE CZY TO MOJE OPOWIADANIE, WIĘC DLA JASNOŚCI:
NIE TŁUMACZĘ TEGO, TO OPOWIADANIE JEST MOJE! PISZĘ JE NA PRZEŻYCIACH W 1/4 MOICH I NA PEWNO NIE JEDNEGO Z WAS
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
DO ZOBACZENIA ♥

10 komentarzy:

  1. mój ulubiony blog xxxxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham to opowiadanie jest takie... inne i to jest w nim najlepsze xx

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi się to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie piszesz. Rozdział bardzo mi się podoba. Czekam na kolejny. Weny życzę :)
    @Furby_xoxo

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział, bardzo mi się podoba, czekam na więcej i życzę weny ^^
    @MoniaCh99

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny! Czekam na kolejny rozdział <3

    Lost_In_Dreamsx

    OdpowiedzUsuń
  7. Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Swietne :) x @NIallfollowsme

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem skołowana bo myślałam na początku, że Zayn się 'odmieni' i zakocha się w Ju, później że coś będzie z Marcelem, a teraz liczę na Nialla.
    Trochę dziwnie się umówili, bo z tego co wiem Doncaster małym miastem to nie jest, a parków jest dużo :) No i sam user mówi że to chłopak :d
    Buziaki xx

    OdpowiedzUsuń